Nauka z Marką

Kursy i korepetycje od 1992 roku. 14 tysięcy uczniów.

Blog: Zanurzeni w historii: Jakub, brat Jezusa

Blog: Zanurzeni w historii: Jakub, brat Jezusa

Czy to prawda, że Jezus z Nazaretu miał liczne rodzeństwo, a najstarszym z braci był Jakub?

Z powodów teologicznych z taką narracją nie zgadza się Kościół katolicki. Według oficjalnej wersji, Jezus był jedynym synem Józefa i Marii, która poczęła go w cudowny sposób, jak to jest powiedziane w Ewangelii św. Łukasza w bardzo poetyckich słowach: Duch Święty ją „zacienił”. Gdyby przyjąć, że miał liczne rodzeństwo poczęte w związku Józefa i Marii w tradycyjny sposób, osłabiałoby to, z katolickiego punktu widzenia, wyjątkowość bosko-ludzkiej natury Jezusa.

Natomiast nie mają z tym problemu Kościoły protestanckie, które w większości uznają wspominanych w ewangeliach braci i siostry Jezusa wprost jako jego rodzeństwo według związków krwi, a nie tylko jako kuzynostwo czy rodzeństwo przyrodnie.

W tamtych czasach nowo narodzone dzieci nie posiadały świadectwa urodzenia, a dorośli dowodów osobistych. Zresztą nawet gdyby istniały tego typu zapiski, to raczej po ponad dwóch tysiącach lat nie przetrwałyby do naszych czasów. Mało prawdopodobne, aby ktoś prowadził taką dokumentację dla wiejskiej osady ludności Nazaretu, gdzieś na krańcach Imperium Rzymskiego. Ustalenie więc w sposób wiarygodny charakteru więzi pokrewieństwa Jezusa z jego „braćmi i siostrami” do końca jest po prostu niemożliwe.

Jednak jest mi bliska sercu wizja małego Jezusa bawiącego się na podwórku domu z licznym rodzeństwem, ponieważ to jego dzieciństwo byłoby i weselsze, i ciekawsze. Zawsze chyba lepiej jest wychowywać się w rodzinie wielodzietnej niż być jedynakiem. Zresztą o dzieciństwie Jezusa możemy sobie spokojnie fantazjować, tak jak to robili autorzy prawie pięćdziesięciu ewangelii apokryficznych, bo w tych czterech kanonicznych oficjalnie uznanych przez Kościoły chrześcijańskie, nie ma o tym okresie życia małego Jezusa właściwie żadnych informacji. W Ewangeliach oraz Dziejach Apostolskich czytamy o trzech mężczyznach z otoczenia Jezusa o tym samym imieniu Jakub.

Wśród 12 apostołów mamy przede wszystkim Jakuba syna Zebedeusza, który wraz z bratem Janem jako jeden z pierwszych zostaje powołany przez Jezusa do grona bliskich współpracowników. Nazywany jest Jakubem Większym i po jego śmierci pozostałe po nim relikwie w cudowny sposób  trafią do miasteczka Santiago de Compostela w północno-zachodniej Hiszpanii. Kult świętego Jakuba do dnia dzisiejszego jest niezwykle żywy w całej przecież mocno zlaicyzowanej Europie a do jego sanktuarium co roku pielgrzymują tysiące wiernych.


Santiago de Compostela, fot. mypielgrzymi.com

Drugim z apostołów o tym samym imieniu był Jakub syn Alfeusza – ze względu na niski wzrost, ale i mniej istotną rolę w głoszeniu Dobrej Nowiny nazywany Jakubem Mniejszym.

W końcu ten trzeci Jakub, brat Pański o przydomku Sprawiedliwy, pojawia się gdzieś w tle opowieści ewangelicznych. Nie towarzyszył Jezusowi w trakcie jego wędrówek po Galilei i Judei, nie był też w w gronie 12 apostołów. Co więcej, jak cała bliska rodzina Jezusa z Nazaretu, włącznie z matką Marią, uważał, że jego brat postradał zmysły i jest szalony. Nie uznawał więc w nim zapowiadanego przez proroków Mesjasza. Według opisu z Ewangelii św. Marka wyglądało to tak: „I poszedł do domu. I znowu zgromadził się lud tak, iż nie mogli nawet spożyć chleba. A krewni, gdy o tym usłyszeli, przyszli, aby go pochwycić, mówili bowiem, że odszedł od zmysłów” [Marek 3.20].

W Ewangelii św. Mateusza jest taki opis: „Potem poszedł do domu, a tłum znów się zbierał, tak że nawet posilić się nie mogli. Gdy to posłyszeli Jego bliscy, wybrali się, żeby Go powstrzymać. Mówiono bowiem: odszedł od zmysłów (…). Tymczasem nadeszła Jego Matka i bracia i stojąc na dworze, posłali po niego, aby go przywołać. Właśnie tłum ludzi siedział wokół niego, gdy mu powiedzieli: Oto Twoja Matka i bracia na dworze pytają o Ciebie. Odpowiedział im: Któż jest moją matką i którzy są braćmi? I spoglądając na siedzących dookoła Niego, rzekł: Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten mi jest bratem, siostrą i matką” [Mateusz 12.46].

Rzecz ciekawa, ewangeliści nie wspominają o ojcu rodziny Józefie, który pewnie już wtedy nie żył. W naturalny sposób jego miejsce zajmował więc najstarszy z jego synów – Jakub. W innym miejscu ewangelii Mateusza jest on wymieniony jako pierwszy wśród braci Jezusa.

Mieszkańcy Nazaretu sceptycznie odnoszą się do swojego rodaka Jezusa, który przybył do nich w niezrozumiałej dla nich roli proroka. Witali go bardzo chłodno: „A przyszedłszy w swoje ojczyste strony, nauczał w synagodze ich tak, iż się bardzo zdumieli i mówili: skąd ma tę mądrość i te cudowne moce. Czyż nie jest to syn cieśli? Czyż matce jego nie jest na imię Maria, a braciom Jakub, Józef, Szymon i Juda? A siostry jego, czyż nie są wszystkie u nas? Skąd ma tedy to wszystko? I gorszyli się z niego. A Jezus rzekł im: Nigdzie prorok nie jest pozbawiony czci, chyba tylko w ojczyźnie i w swoim domu. Nie uczynił tam wielu cudów z powodu ich niewiary”. [Mateusz 13.54].

Jakub brat Jezusa sceptyczny wobec jego nauczania, wtedy gdy jeszcze  żył, niespodziewanie nawraca się, gdy spotyka go już po zmartwychwstaniu. Jego świadectwo jest niezwykle cenne, gdyż znał Jezusa za życia dłużej niż każdy z grona apostołów. A trzeba tutaj bardzo mocno pokreślić to, że Jezus po swoim powstaniu z martwych nie wraca do dawnej swojej ludzkiej postaci.

Jego dwaj uczniowie Kleofas i drugi uczeń, którego imienia nie znamy, spotykają go na drodze do miejscowości Emaus, jednak biorą go za nieznanego sobie wędrowca. Dzielą się z nim opowieścią o tragicznej śmierci ich mistrza i nauczyciela w Jerozolimie. Jednak przygodny towarzysz podróży okazuje się wiedzieć o tym zdarzeniu zastanawiająco dużo, a przede wszystkim rozumieć jego sens i symboliczne znaczenie. Proszą go, aby spożył razem z nimi kolację. Rozpoznają Jezusa ostatecznie dopiero w momencie, gdy w charakterystyczny dla siebie sposób „łamie chleb i odmawia modlitwę”. Kiedy chcą z nim dalej rozmawiać, on nagle znika. Nie jest wyjaśnione, jak to się odbyło.

Podobnie Maria Magdalena, kiedy idzie do grobu Jezusa, w jego sąsiedztwie spotyka kogoś, kogo uznaje za ogrodnika, bo grób znajdował się, jak pisze ewangelista Jan, „w ogrodzie”. „Ale Maria stała zewnątrz grobu i płakała. A płacząc, nachyliła się do grobu. I ujrzała dwóch aniołów w bieli siedzących jednego u głowy a drugiego u nóg, gdzie leżało ciało Jezusa. A ci rzekli do niej: Niewiasto! Czemu płaczesz. Rzecze im: Wzięli Pana mego i nie wiem, gdzie go położyli. A gdy to powiedziała, obróciła się za siebie i ujrzała Jezusa stojącego, a nie wiedziała, że to Jezus. Rzekł jej Jezus: Niewiasto! Czemu płaczesz? Kogo szukasz? Ona mniemając, że to ogrodnik, rzekła mu: Panie! Jeśli ty go wziąłeś, powiedz mi, gdzie go położyłeś, a ja go wezmę. Rzekł jej Jezus: Mario! Ona, obróciwszy się rzekła mu po hebrajsku: Rabbuni. Co znaczy Nauczycielu. Rzekł jej Jezus „Nie dotykaj mnie, bo jeszcze nie wstąpiłem do Ojca, ale idź do braci moich i powiedz im: Wstępuję do Ojca mego i Ojca Waszego, do Boga mego i Boga Waszego. I przyszła Maria Magdalena, oznajmiając uczniom, że widziała Pana i jej to powiedział”.

Tak jak uczniowie Jezusa w Emaus rozpoznali go po „znakach” łamania chleba i modlitwy, tak Maria Magdalena rozpoznaje zmartwychwstałego Jezusa po głosie. W końcu Jezus po swoim wskrzeszeniu z martwych przybywa do wieczernika, gdzie zgromadzili się jego uczniowie. Według Ewangelii św. Jana: „A gdy nastał wieczór owego pierwszego dnia po sabacie i drzwi były zamknięte tam, gdzie uczniowie z bojaźni przed Żydami byli zebrani, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: Pokój wam. A to powiedziawszy, ukazał im ręce i bok. Uradowali się tedy uczniowie, ujrzawszy Pana” [Jan 20.19].

Znowu tym potwierdzeniem dla uczniów, że mają do czynienia ze swoim Mistrzem, są rany na ciele po gwoździach i miejsce po włóczni wbitej w jego bok przez rzymskiego legionistę. To bardzo istotne, bo Jezus, który do nich przychodzi, nie wygląda tak, jak go zapamiętali za jego ziemskiego życia. Jezus zwraca się do uczniów prostym powitaniem: „Pokój Wam”. Do dnia dzisiejszego w kulturze Bliskiego Wschodu brzmi to bardzo podobnie, po żydowsku: „Szalom Alejchem”, a po arabsku: „Salem Alejkum”.

A gdy to mówili. On sam stanął wśród nich i rzekł im: Pokój Wam. Wtedy zatrwożyli się i pełni lęku mniemali, że widzą ducha. Lecz rzekł im: Czemu jesteście zatrwożeni i czemu wątpliwości budzą się w waszych sercach? Spójrzcie na ręce moje i nogi moje, że to Ja jestem” [Łukasz 24.36].

Jednak nie wszyscy uczniowie są gotowi na przyjęcie tego cudu zmartwychwstania. Czy ten człowiek, z którym rozmawiają, to naprawdę Jezus z Nazaretu, którego śmierć na krzyżu widzieli na własne oczy, czy może ktoś tylko do niego podobny? Przecież wygląda inaczej. Może to jednak jakaś mistyfikacja? Ta wątpliwość towarzysząca pewnej grupie uczniów Jezusa, nie wiadomo jak licznej, jest obecna w ostatnim fragmencie Ewangelii św. Mateusza: „A jedenastu uczniów poszło do Galilei na górę, gdzie im Jezus przykazał. I gdy go ujrzeli, oddali mu pokłon, lecz niektórzy powątpiewali” [Mateusz 28.16].

W tej sytuacji, gdy gronem apostołów Jezusa miotają skrajne emocje, bardzo ważne jest świadectwo wiary w to zmartwychwstanie ze strony Jakuba, brata Pańskiego. Niestety, niewiele wiemy o okolicznościach tego nawrócenia. Święty Paweł wspomina tylko, że Jezus ukazał się Piotrowi, potem dwunastu, a potem pięciuset braciom, ale także Jakubowi. Widzimy tylko konsekwencje jego duchowej przemiany opisane w Dziejach Apostolskich.

Jakub, brat Pański nazywany Sprawiedliwym zostaje nie tylko przyjęty do grona apostołów, uczniów Jezusa, ale staje się wręcz przywódcą tej wspólnoty i autorytetem obok Piotra i Jana. To jego zdanie okaże się decydujące na tzw. Soborze Jerozolimskim w 49 roku w kwestii niezwykle istotnej – czy nowi chrześcijanie spoza narodu żydowskiego muszą rygorystycznie przestrzegać nakazów prawa religijnego wynikającego z przepisów Tory. Chodziło głównie o obowiązek obrzezania oraz szczegółowe wymogi czystości rytualnej i koszerności posiłków. Jakub poparł stanowiska Pawła, że należy w tych sprawach być tolerancyjnym wobec nowych członków wspólnot chrześcijańskich, bo duża część gminy jerozolimskiej była temu przeciwna.

Takie złagodzenie formalnych przepisów religijnych wobec nieżydowskich wyznawców Jezusa bardzo ułatwiło ewangelizację na całym obszarze Imperium Rzymskiego. Jednak z drugiej strony te właśnie zmiany przyspieszyły ostateczne rozejście się judaizmu i chrześcijaństwa jako dwóch różnych religii.

Jakub w człowieku, którego spotkał na swojej drodze rozpoznał zmarłego brata i uznał tym samym cud jego zmartwychwstania, co całkowicie odmieniło jego życie, ale i umocniło w tym przekonaniu innych uczniów Jezusa. Doświadczył duchowej przemiany, a potem swoją męczeńską śmiercią zaświadczył, że była ona głęboka i autentyczna. Okoliczności tej śmierci są dosyć wiarygodnie udokumentowane w dziele wybitnego historyka tamtego czasu Józefa Flawiusza „Dawne dzieje Izraela”. Otóż w 62 roku nowo wybrany arcykapłan Annasz, chcąc zyskać uznanie w środowisku religijnych konserwatystów, postanowił rozprawić się w Jerozolimie z ówczesnymi w jego mniemaniu heretykami, sektą wyznawców Jezusa. Zwołał sąd religijny – Sanhedryn, który z jego inspiracji skazał przywódcę „sekty” Jakuba brata Jezusa i kilku innych członków gminy chrześcijańskiej na śmierć. Wykonanie tego wyroku na Jakubie było wyjątkowo spektakularne. Został bowiem strącony z wysokiej wieży Świątyni Jerozolimskiej, a ponieważ przeżył upadek z wysokości, podburzony tłum go ukamienował i dobił drągami. Kamienowanie było w tamtych realiach tradycyjną karą za bluźnierstwo wobec Boga i religii.

Droga, jaką przeszedł Jakub od postrzegania swojego brata jako niespełna rozumu do uznania w nim Mesjasza i pierwszego człowieka wskrzeszonego z woli Boga, jest naprawdę niezwykła. A jego świadectwo wiary w niczym nie ustępuje temu, jakie dali bardziej od niego znani apostołowie Piotr i Paweł.