Jeżeli mówimy o czymś, co planujemy zrobić, na czym nam bardzo zależy, ale dostrzegamy zagrożenia dla końcowego sukcesu tych działań, często dodajemy, że trzeba jeszcze symbolicznie odpukać w niemalowane, na dobrą wróżbę. Zatem tak naprawdę prowadzimy więc, nieco żartobliwie i z przymrużeniem oka, działania magiczne dla odpędzenia od nas złych mocy, które mogłyby przeszkodzić w realizacji naszych planów.
Tradycja pukania w niemalowane drewno wywodzi się, jak wiele innych zwyczajów i ludowych powiedzeń, z obrzędów pogrzebowych. Na wsi polskiej pożegnanie, a potem pochówek członka chłopskiej rodziny uznawano za najważniejsze, obok ceremonii weselnej, zdarzenie w życiu.
W odchodzeniu człowieka z tego świata, jak wierzono, na Sąd Boży, uczestniczyła cała rodzina i cała społeczność wsi. Każdy miał przypisaną sobie rolę w tym pożegnaniu i każdy wiedział, jak w tej sytuacji należy się zachować.
Kiedy zbliżał się moment śmierci, często umierającego przenoszono z łóżka na ławę lub na deskę zbitą z kilku prostych, nieheblowanych i niemalowanych elementów. Deskę kładziono na dwóch stołkach stanowiących podpórki, a na podłodze rozkładano słomę. Wszystko po to, aby tuż po zgonie ciało zmarłego, po przedśmiertnych konwulsjach, udało się w naturalny sposób wyprostować.
Ten stary zwyczaj pogrzebowy kładzenia zmarłego na desce ma swój ślad w bardzo popularnej pieśni ludowej:
„Umarł Maciek, umarł,
Już leży na desce,
Gdyby mu zagrali,
Zatańczyłby jeszcze.”
A także w powiedzeniu, że jeżeli ktoś kochał kogoś i był z nim do śmierci, to znaczy, że oboje pozostawali ze sobą aż… do grobowej deski.
Kiedy żałobnicy przychodzili do chaty pożegnać się ze zmarłym, odprawiano różne obrzędy, wśród których był też ten polegający na pukaniu w deskę, na której leżały zwłoki. Miało to pomóc odpędzić diabła i wszelkie złe moce, które w tym momencie czyhały na bezbronną i bezradną duszę. To zagrożenie mijało, gdy ciało zmarłego, umyte i ubrane, przenoszono z deski do trumny.
Następnie krewni i sąsiedzi, zwłaszcza starsze wiekiem kobiety, obmywały ciało i szykowały zmarłego do włożenia do trumny. Na desce mógł leżeć nawet trzy dni i trzy noce, bo tyle zwykle trwały obrzędy pożegnalne w chacie, gdzie przychodzili krewni i sąsiedzi, aby wspólnie się modlić, opłakiwać zmarłego oraz razem się posilać.
Wierzono, że po śmierci dusza zmarłego jest nadal bardzo blisko ciała, chociaż już je opuściła. Ona po prostu jest razem z żałobnikami i dlatego choć zmarły nic nie może powiedzieć, ale widzi i słyszy wszystko, co się wokół niego dzieje i o nim mówi. Dlatego nie był to dobry moment, aby wyrażać się o zmarłym źle, wypominać mu różne jego przewiny i zgłaszać pretensje. Stąd może wzięło się powiedzenie: o zmarłym mówimy tylko dobrze albo wcale, przynajmniej na pogrzebie.
Dusza miała towarzyszyć zmarłemu aż do chwili złożenia ciała do grobu, ale mogła też jeszcze przez nawet 40 dni błąkać się w okolicach domu i obejścia. Jeżeli jednak pogrzeb był przeprowadzony zgodnie z rytuałem, dusza zmarłego już definitywnie odchodziła w zaświaty.

Odpukać w niemalowane, fot. keepcalmcarryon.pl
Jest jeszcze inne możliwe wyjaśnienie powiedzenia: na wszelki wypadek – odpukaj w niemalowane. Wierzono, że dla dobrej wróżby, po wypowiedzeniu życzenia, należy zapukać w pień drzewa w lesie. Wyzwolona w ten sposób dobra energia drzewa będzie nas chroniła przed złymi mocami.
Marek Urban