Nauka z Marką

Kursy i korepetycje od 1992 roku. 14 tysięcy uczniów.

Blog: Zanurzeni w historii. Przywitajmy się… tylko nie przez próg

Blog: Zanurzeni w historii. Przywitajmy się… tylko nie przez próg

To kolejny zwyczaj o magicznym podłożu, popularny w życiu codziennym, o rodowodzie jeszcze z czasów przedchrześcijańskich.

Próg domu czy chaty, tak samo jak rozstaje dróg, to miejsce o szczególnym znaczeniu magicznym. Próg zwykle był wykonany z kamienia, oddzielał symbolicznie dwie sfery – wewnętrzną, bezpieczną dla rodziny i zewnętrzną dla świata, pełną różnych zagrożeń.

W kulturze Słowian, tak samo jak Greków i Rzymian, przestrzeń domu miała swoje bóstwa opiekuńcze, które chroniły członków rodziny, spiżarnię i bydło. Tym bóstwom domowym składano ofiary i modlono się do nich. Słowianie mieli swojego Kłobuka i Domownika, Grecy Hestię i Agatosa Dajmona, a Rzymianie Lary i Penaty. Wśród dobrych duchów opiekuńczych szczególną rolę przypisywano duchom przodków.

Słowianie, po spaleniu na stosie ofiarnym ciała zmarłego z rodziny, wsypywali jego prochy do urny i zakopywali w ziemnym grobie lub też chowali pod progiem domu. W ten sposób zmarły był cały czas obecny w życiu rodziny i opiekował się nią, stojąc na straży spokoju domowego ogniska.

W czasach chrześcijańskich Kościół wymuszał na wiernych, aby nie palili, a grzebali swoich zmarłych w miejscu do tego przeznaczonym, czyli na cmentarzu. Jednak dawne tradycje i wierzenia pogańskie długo nie zanikały i przetrwały do czasów nowożytnych w sposobie grzebania płodów dzieci i noworodków, które zmarły już po porodzie i bez chrztu. Chowano je, tak jak kiedyś, pod progiem chaty, zawinięte w lniane płótno lub we wnętrzu glinianego naczynia.

Wierzono, że w ten sposób dusze tych zmarłych dzieci łatwiej wnikną w ciało kobiety, która w ciągu dnia wiele razy będzie przekraczała ten próg, i szybciej zajdzie w kolejną ciążę. Zresztą dzieci nieochrzczone i tak nie mogłyby spocząć na cmentarzu, co najwyżej w jego pobliżu, na przykład przy murze cmentarnym.

Foto: Boberka, Bojkowszczyzna, Ukraina, 2011.
Tekst i zdjęcie: ©Olga Solarz

Próg domu traktowano więc jako szczególne miejsce będące pod opieką duchów przodków. Jeśli ktoś stał nad progiem – jedną nogą w przestrzeni domu, a drugą na zewnątrz, w świecie potencjalnie niebezpiecznym, to duchy opiekuńcze nie wiedziały, jak takiego przybysza traktować. Stąd też wziął się zwyczaj weselny przenoszenia przez próg domu Panny Młodej przez Pana Młodego. Duchy opiekuńcze, które dotychczas jej nie znały, mogłyby jej zrobić krzywdę, a tak, w objęciach męża – członka rodziny – stawała się „swoja” i była bezpieczna.

  
Przenoszenie panny młodej przez próg, fot. romanjagodzinski.com

Z kolei, gdy umierał ktoś z członków rodziny, opuszczał bezpieczną przestrzeń domu, niejako żegnając się w ten sposób z bliskimi i duchami przodków. W rzeczywistości robili to w jego imieniu sąsiedzi wynoszący trumnę na cmentarz, wcześniej trzykrotnie uderzając trumną w próg chałupy, wypowiadając słowa pożegnania i błogosławieństwa: „Zostańcie z Bogiem” lub „Pokój temu domowi”. W tym momencie dusza zmarłego, jak wierzono, wyruszała w swoją daleką podróż.

Wielu z nas robi coś często odruchowo, bez zastanowienia, nie uświadamiając sobie tego, że pewne sposoby zachowania czy gesty mają źródło w przekonaniach, zwyczajach czy przesądach naszych przodków. Tak postępowali nasi dziadkowie, potem rodzice i wreszcie my sami. Pilnujemy więc tego, by się nie witać ani nie żegnać się z nikim przez próg. Teraz możemy już wiedzieć, dlaczego.